Janusz Maciej Michałowski

PROFESOR MIECZYSŁAW GĘBAROWICZ

UCZONY, STRAŻNIK DÓBR NARODOWYCH, OBYWATEL MIASTA „ZAWSZE WIERNEGO"*


Był człowiekiem wielkiego formatu. Nie dbał o zaszczyty czy popularność, a sytuacja historyczna określiła fakt, że nie wyjeżdżając z miasta, z którym związał się studiami, pracą dydaktyczną, obroną dóbr kultury, znalazł się — pozornie — na marginesie miejscowego życia publicznego (naturalnie, jeśli brać będziemy pod uwagę jego oficjalne przejawy!). Zbliżające się rocznice: 100-lecie urodzin (przyszedł na świat w Jarosławiu 17 grudnia 1893 r.) i śmierci — 2 września 1984 r., każą przypomnieć sylwetkę wybitnego uczonego i badacza, człowieka cichego i skromnego, którego stać było na przeciwstawienie się przemocy wszystkimi dostępnymi sobie środkami i który w zniewolonym społeczeństwie pozostał niezależny, niepodległy...

Budził tym szacunek nie tylko u przyjaciół i ludzi myślących podobnie, jak On, wyznających identyczny czy podobny system wartości. ”Mieczysław

Pozostawił Autobiografię — podtytuł opublikowanego na łamach krakowskiego „Znaku" artykułu brzmi: Jeden żywot w służbie nauki1. Ten osobisty dokument charakterystyczny jest dla postawy Profesora Gębarowicza nie tylko ze względu na to, co w nim o sobie samym napisał, ale również ze względu na te fragmenty życiorysu, które zostały opuszczone, nad którymi przeszedł do porządku dziennego, a poznajemy je z relacji innych osób, gdyż Profesor sam pominął je milczeniem, jakby to były nieistotne, zbędne szczegóły!

Jarosław był tylko miejscem urodzenia. Rodzice — Teofil i Bronisława ze Aniołków — przenieśli się do Stanisławowa, gdzie rozpoczął naukę szkolną, a gdy przyszły uczony miał lat dziesięć, rodzina przeniosła się do Buczacza „wschodniogalicyjskiej dziury", jak określi tę miejscowość po latach, w Autobiografii Mieczysława Gębarowicza znalazła swe odbicie fascynacja malowniczą okolicą miasteczka, bogatą w zabytki — świadectwo dawnych czasów, walk i zmagań, przechowanych w pieśniach i opowiadaniach.

Współczesność wkroczyła z Jego życie udziałem w patriotycznej konspiracji „Zarzewia". Praca oświatowa i kulturalna prowadzona wśród młodzieży wiejskiej była — jak to określił po latach — „szkołą obywatelskiego myślenia i odpowiedzialności społecznej, którą większość rówieśników pomyślnie zakończyła. Świadczą o tym nazwiska bohaterów pierwszej i drugiej wojny, z których wielu opłaciło ją życiem. Nie pozostali przyziemnymi zjadaczami chleba, niektórzy brali aktywny udział w odbudowie drugiej Rzeczypospolitej"2.

Dom rodzinny i „Zarzewie" ukształtowały przywiązanie do wartości elementarnych: prawdy, uczciwości, rzetelności, wierności obowiązkowi i samemu sobie. Kreśląc pod koniec życia własne curriculum vitae , podsumował:
„chociaż straciłem wszystkie zdobyte pracą tytuły i stanowiska, nie uważam się za bankruta"3. Gdy przypadek zetknął młodego chłopca ze zbiorami lwowskiego Muzeum im. Lubomirskich, postanowił zostać kustoszem, wywołało to zrozumiale rozbawienie rodziców. Los jednak chciał, że rzeczywiście objął po latach to stanowisko, a fakt ten w znacznym stopniu zdeterminował Jego los w drugiej połowie życia.

Znalazłszy sprzyjającą atmosferę domową dla typowo jeszcze dziecinnego kolekcjonerstwa, mając lat szesnaście Mieczysław Gębarowicz podjął samodzielne poszukiwania archeologiczne. „Do podjęcia «wyprawy»» — pisał w Autobiografii — zachęciły mnie (...) otrzymane w darze od znajomych moich rodziców fragmenty z podaniem miejsca ich pochodzenia, a ponieważ leżało ono o kilkanaście kilometrów koleją, wystarczyło, bym się tam wyprawił. Jakoż szczęśliwie odnalazłem to stanowisko nad urwiskiem, na łące, którą przecinał strumyk; rozmywając jakąś osadę trypolską, a może późniejszą. W każdym razie materiału było w bród, z czego skorzystałem, zwlekając do domu kilka buł krzemiennych ze śladami obróbki, różnego rodzaju czerepki"4. I tu, jak w wypadku zetknięcia się w dzieciństwie z lwowskim Muzeum im. Lubomirskich, trudno było przewidzieć, że te młodzieńcze zainteresowania zaowocują jedenaście lat po II wojnie światowej rozprawą o znaczeniu figurek kobiecych kultury trypolskiej5.

W swych wspomnieniach Profesor Gębarowicz wymienia kolejny etap fascynacji sztuką: pomysł stworzenia nauki o „starożytnościach" przez napisanie książki zainspirowanej podręcznikiem numizmatyki Beyera. Iluzje nowatorstwa tych projektów rozwiały się, gdy poznał czasopismo „Wiadomości Numizmatyczno-Archeologiczne" i opracowania z zakresu historii sztuki. „Zamiast marzyć o roli Kolumba, trzeba było zacząć myśleć o dołączeniu do moich poprzedników" — napisał w Autobiografii6. Dalsze etapy „wtajemniczenia" ujawniły nieadekwatność tego, co napisano o nowo poznanych dziełach malarzy polskich z krakowskich Sukiennic, z wrażeniem, jakie Nań wywarły. Było to „uczucie niedosytu w zetknięciu z tym, co na ich temat pisano.

Zetknięcie się z pracami historycznymi ujawniło wyczute wówczas raczej intuicyjnie niż w pełni uświadomione — niedostatki metodologiczne historii sztuki. Dojrzewać zaczęła decyzja praktycznego, bezpośredniego poznania metody badań historycznych, a co za tym idzie, łączenia w toku przyszłych studiów wyższych obu tych dziedzin. Studia, przerwane wydarzeniami I wojny światowej, rozpoczął w 1912 r. na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu we Lwowie. „Mój profil naukowy — napisał w Autobiografii — sprawiał kłopot przy próbach opatrzenia go etykietką: historyk czy historyk sztuki. Mam wrażenie, że w tym wypadku, jak i w podobnych, problem przestałby istnieć przy zastąpieniu dylematycznego «czy» łącznikiem «i». W rzeczywistości bowiem jestem — jeśli idzie o przygotowanie teoretyczne — jednym i drugim. Zasadniczo uprawiam historię sztuki, ale z zastosowaniem historycznego trybu myślenia. Jeśli czasem daję się skusić «czystej» historii, jest to zabieg higieny duchowej. Idzie o to, aby najeżone niebezpieczeństwami subiektywizmu manowce historii sztuki zastąpić na chwilę twardym gruntem zobiektywizowanej metodologii i jednoznacznej terminologii historii, tej matki i królowej nauk "8.

Mimo że plan prowadzenia równoległych studiów z zakresu historii i historii sztuki nigdy nie został zaaprobowany przez profesorów Mieczysława Gębarowicza: Stanisława Zakrzewskiego i Jana Bołoz Antoniewicza, to obaj naukowi przewodnicy „ustąpili, dobierając odpowiednio tematykę zajęć seminaryjnych"9.

Rok 1918 to odzyskanie niepodległości, samodzielnego bytu państwowego w głównych ośrodkach kraju, a jednocześnie — wobec nie ustalonych granie — walka na wszystkich frontach. Dla Lwowa nie był to okres patriotycznej euforii, lecz początek ciężkich walk z Ukraińcami. Wzięła w niej masowy udział młodzież szkolna, rzemieślnicza i robotnicza, studenci lwowskich wyższych uczelni. Widać, Profesor Gębarowicz nie uważał swego udziału w walkach o polski Lwów za coś wyróżniającego Go wśród kolegów—ochotników, bo ani w Autobiografii, ani w rozmowach ze znajomymi i przyjaciółmi nie poruszał tej sprawy. Nadzwyczaj krytyczny i wymagający — w równym stopniu wobec siebie, jak innych — zapewne nie uważał swego wkładu w walki polsko-ukraińskie za tak istotny, by mu poświęcać uwagę. Dopiero pod koniec życia kwestia ta wynikła mimochodem w rozmowie z jednym z młodszych przyjaciół, któremu zawdzięczam tę wiadomość.

W 1920 r. Mieczysław Gębarowicz powołany został na stanowisko asystenta Katedry Historii Polski macierzystego uniwersytetu, w roku następnym uzyskał doktorat, stanowiący wówczas zamknięcie studiów wyższych. W 1922 r. opuścił Uniwersytet im. Jana Kazimierza, podejmując pracę w Ossolineum — zasłużonym Zakładzie Narodowym imienia Ossolińskich, „początkowo jako bibliotekarz, ze specjalnym przydziałem do Zbiorów Pawlikowskich, od 1923 r. jako kustosz Muzeum im. Lubomirskich"10. Był to znakomity warsztat pracy dla młodego uczonego, łączącego dwie specjalności — historię i historię sztuki, badacza o szerokim spojrzeniu, nie zasklepiającego się nigdy w problematyce jednej tylko dziedziny sztuki i jednej epoki historycznej. Przypomnijmy, że Zbiory Pawlikowskich, złożone w Ossolineum na prawach wieczystego depozytu11, prócz księgozbioru i bogatego działu rękopisów zawierały również duży zbiór grafiki i rysunku — nieoceniony materiał do studiowania prac artystów polskich i w Polsce działających. Muzeum im. Lubomirskich — integralna część składowa Ossolineum we Lwowie, zajmowało jedno z naczelnych miejsc wśród kolekcji muzealnych II Rzeczypospolitej, szczycąc się też mianem jednego z najstarszych w kraju muzeów publicznych.

W 1933 r. Mieczysław Gębarowicz zadebiutował na polu historii sztuki dwoma artykułami opublikowanymi na łamach „Sprawozdań Towarzystwa Naukowego we Lwowie". Pierwszy artykuł poświęcony był omówieniu romańskich drzwi płockich w Nowogrodzie Wielkim — długo było to jedyne w polskiej literaturze opracowanie tego ważnego zabytku12. W drugiej pracy zajął się Gębarowicz postacią biskupa Beauvais i Paryża i jego legacjami w Polsce13, przygotował też gruntowne omówienie trzytomowego dzieła Ilariona Świencickiego pt. Prykrasy rukopisiw halyćkoj Ukrajiny, którą opublikował na łamach „Kwartalnika Historycznego" 14.

W latach 1922 i 1923 Mieczysław Gębarowicz przebywał po kilka miesięcy w Rzymie, jako członek Ekspedycji Rzymskiej Polskiej Akademii Umiejętności, prowadzącej badania w Archiwum Watykańskim. W 1923 r. rozpoczął wykłady na Wydziale Architektury Politechniki Lwowskiej, które prowadził aż do 1938 r. W latach 1925, 1929 i 1930, a także w 1939 r. odbył dłuższe podróże naukowe do Włoch, Francji, Hiszpanii, Belgii, Niemiec, Czechosłowacji i Austrii. W 1928 r. habilitował się na Uniwersytecie Jana Kazimierza, uzyskując stopień docenta historii sztuki, a następnie w 1936 r. — tytuł profesora na Wydziale Humanistycznym.

Związany z Ossolineum, jako kustosz Zbiorów Pawlikowskich i Muzeum im. Lubomirskich, poświęcił obu kolekcjom kilka prac. Tak więc wspólnie z Kazimierzem Tyszkowskim opracował artykuły, omawiające ich zbiory w tomie pt. Publiczne biblioteki lwowskie. Zarys dziejów , wydanym w 1926 r.15 Dziś to czysto informacyjne opracowanie, przygotowane z myślą o wygodzie korzystających z lwowskich zbiorów bibliotecznych, jako podręczny informator—przewodnik, stanowi w znacznej swej części wykaz polskich strat naukowych i kulturalnych z okresu po wrześniu 1939 r.

Nie uchylał się też Mieczysław Gębarowicz od prac o charakterze popularyzatorskim, pisząc o zbiorach artystycznych Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, charakteryzując muzea i zbiory ziemi lwowskiej (1932)16. Ze stanowiskiem kustosza Muzeum im. Lubomirskich wiązało się podjęte, wspólnie z wiedeńskim uczonym Hansem Tietze, opracowanie rysunków Albrechta Duerera, wydane w 1929 r. po polsku i po niemiecku, w którym Gębarowicz omówił historię zbioru17. W tymże roku ukazał się katalog rękopisów Biblioteki im. Gwalberta Pawlikowskiego18.

W latach 1927—1939 powstały najważniejsze prace mediewistyczne uczonego: O początkach kultu św. Stanisława i jego średniowiecznym zabytku w Szwecji (1927, 1928)19, Zabytki sztuki romańskiej na Śląsku 20 i przede wszystkim dwie prace wydane w 1934 r.: Architektura i rzeźba na Śląsku do schyłku XIV w. 21 oraz II tom uniwersyteckiego podręcznika historii sztuki (zwanego popularnie „historią sztuki Ossolineum") poświęcony sztuce średniowiecza22.

Nowa rewizja średniowiecza. Nareszcie polska historia sztuki., doniesie wydawnictwo. Polska synteza sztuki średniowiecznej — takimi tytułami w prasie i w fachowych periodykach odnotowano pracę Profesora Gębarowicza i inicjatywę lwowskiego Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, jeszcze raz podejmującego wydawnictwo o doniosłym znaczeniu dla polskiej nauki i kultury. Pierwsza polska synteza dziejów sztuki europejskiego średniowiecza — nie zarys popularnonaukowy, lecz — powtórzmy — synteza o charakterze podręcznika uniwersyteckiego — do dziś pozostała jedyną! Niestety, nie doszło do realizacji koncepcji prof. dr. Juliusza Starzyńskiego przygotowania nowego, uaktualnionego wydania syntezy pióra Profesora Gębarowicza.

Praca o arrasach wawelskich (przygotowana wspólnie z Tadeuszem Mańkowskim, opublikowana w różnych formach w 1931, 1934 i 1937 r.)23, a także studium o nieznanym portrecie Zygmunta III (1936 r.)24 zapowiadają powojenne opracowania Mieczysława Gębarowicza, w których badacz ten wkraczał w epokę renesansu i baroku.

Nie pretendując tu do kompletnego wyliczania wszystkich prac uczonego, co uczyniłem w innym miejscu25, podkreślić trzeba znaczenie dwóch jeszcze prac mediewistycznych Profesora. Chodzi o rozprawę na temat listu papieża Paschalisa II — w 1937 r. ukazało się Repertorium polskich dokumentów doby piastowskiej (zeszyt l — do końca XII w.), list papieża nie zachował się w oryginale; w licznych kopiach bulli adres miał rozmaite brzmienia, co spowodowało, że nie związano jej z Polską i nie brano pod uwagę w dyskusjach naukowych na temat św. Stanisława, zainicjowanych w 1909 r. przez redakcję „Przeglądu Powszechnego". W Repertorium polskich dokumentów ... zdecydowanie osądzono list papieża Paschalisa, jako nie mający związku z Polską, nie należący do polskich źródeł historycznych. Tę „diagnozę" Profesor Gębarowicz uznał za nieuzasadnioną, podjął na nowo gruntowne badania analityczne. wystąpił — pisze Roman Gródecki — „z rozprawą, która w sposób jak najbardziej metodycznie wzorowy rewindykuje ten dokument z powrotem dla historii polskiej. De facto jest to źródło nowe, bo choć znane od dawna, ale wyeliminowane z badań, nie zostało dotąd zużytkowane dla naszej historii "26. w innym miejscu Gródecki podkreśla, że „zadanie rozwiązał Gębarowicz po mistrzowsku, z ogromnym co prawda nakładem pracy heurystycznej, ale równocześnie z ogromnym talentem i wzorową metodą badania "27. Przytoczoną tu wyżej rozprawą o początkach kultu św. Stanisława i jego średniowiecznym zabytku (tj. chrzcielnicy w miejscowości Fryde) i pracą o liście papieża Paschalisa II wkroczył Profesor w problem Bolesława Szczodrego (Śmiałego) i zabójstwa biskupa Stanisława ze Szczepanowa — jeden z zagadkowych problemów polskich dziejów w XI stuleciu, stanowiących przedmiot sporów historyków i natchnienie dla ludzi sztuki. Temperatura dyskusji naukowych nasunęła tu przeciwstawne do oceny Romana Gródeckiego opinie o zastosowanej przez Profesora Gębarowicza metodzie badań i wyciągniętych przezeń wnioskach, formułowane nieraz w sposób drastyczny...28 Trudno jednak kwestię tę uznać za ostatecznie rozwiązaną, a sprawa Bolesława Szczodrego będzie nieraz jeszcze wracać w dyskusjach mediewistów — daleko bowiem od powszechnego uznania jednej z dwóch zasadniczych koncepcji.

Druga rozprawa Profesora Gębarowicza, o której trzeba tu wspomnieć, powstała — jak artykuł o liście papieża Paschalisa II — pod wpływem nowej publikacji historycznej: chodzi o publikację Psałterza Floriańskiego (Psałterz Floriański, łacińsko-polsko-niemiecki. Rękopis Biblioteki Narodowej w Warszawie). Recenzję ogłosił Gębarowicz na łamach „Dawnej Sztuki" — nowo powstałego „ossolińskiego" periodyku, wyróżniającego się wysokim poziomem naukowym.

I tu doszła do głosu wysoka kompetencja autora, wszechstronnie przygotowanego do naukowej twórczości, łączącego umiejętności historyka i historyka sztuki i kultury, a także skłonność do podważania opinii uznawanych za „obowiązujące", zaprzeczania autorytetom. Choć recenzja nosiła podtytuł Kilka uwag z powodu nowego wydania zabytku, to owe „uwagi" dotyczyły spraw zasadniczych, a rozważania Profesora mogą być uznane za podręcznikowy wzór naukowej polemiki. Uwagi Profesora znalazły swe rozwinięcie w Jego powojennej książce, obszernej monografii pt. Psałterz Floriański i jego geneza.

W grudniu 1939 r. prof. dr Mieczysław Gębarowicz ukończył 46 lat. Rok nacechowany tragicznymi wydarzeniami w życiu kraju i miasta, z którym związał swe losy, nie tylko podzielił z matematyczną niemal dokładnością Jego życie na dwie części. Cezura „wrzesień 1939 roku" oznacza zasadniczą zmianę warunków, w jakich odtąd żył i działał; do roku 1945 na skutek okoliczności zewnętrznych, na które nie miał wpływu, później — w rezultacie własne) decyzji i świadomego wyboru...

W toku kampanii wrześniowej Lwów znalazł się w bezpośredniej strefie działań wojennych armii niemieckiej, oblężone miasto było bombardowane z powietrza i ostrzeliwane. Zakład Narodowy im. Ossolińskich nie był do nowoczesnej wojny przygotowany — dopiero w czasie oblężenia podjęto zabezpieczanie zbiorów. Na fotografii—dokumencie z tamtego czasu widzimy Profesora Gębarowicza wśród pracowników Ossolineum i uczestniczących w tej akcji harcerzy—ochotników.

18 września podczas niemieckiego oblężenia miasta zmarł nagle na serce dyrektor Ossolineum, Ludwik Bernacki, wybitny uczony, związany z Zakładem Narodowym od lat przeszło trzydziestu30. Kierownictwo Ossolineum objęli trze) kustosze Zakładu Narodowego: Mieczysław Gębarowicz, Kazimierz Tyszkowski, Władysław Tadeusz Wisłocki31. Drugi z wymienionych tu uczonych zmarł 25 kwietnia 1940 r.32, nie przetrzymawszy ciężkiej zimy pierwszego roku wojny w nie opalanym gmachu biblioteki.

Początkowo kustosze kierowali Zakładem Narodowym samodzielnie, bez interwencji nowej władzy, władzy, która głosiła hasła wolnościowe, ale od pierwszej chwili od tzw. „wyzwolenia" Lwowa postępowała jak okupant i najeźdźca.

W październiku 1939 r. urządzono w salach biblioteki wystawę puszkinowską. Była to jedyna tej jesieni wystawa naukowa w polskiej instytucji na terenie kraju.

W grudniu 1939 r. nowa władza formalnie już włączonego do Ukraińskiej SRR Lwowa postawiła na czele Ossolineum Jerzego Borejszę (1905—1952). Powojenni historycy Zakładu stwierdzają, że Borejsza pragnął „utrzymać Ossolineum jako ośrodek polski, jako całość nienaruszalną, jako Zakład obejmujący bibliotekę, muzeum i wydawnictwo". Trudno bez znajomości archiwalnych dokumentów (i to raczej moskiewskich i kijowskich) ocenić, co zdecydowało o odmiennym przebiegu wydarzeń. Borejsza należał do tych komunistów polskich, którzy byli dobrze widziani przez nową władzę. Stojąc na stanowisku nieistnienia Rzeczypospolitej Polskiej, akceptując zapewne też fakt „wyzwolenia” — zgodny z doktryną Komunistycznej Partii Polski — mógł kierować się w swych posunięciach przebrzmiałymi już hasłami „Polskiej Republiki Rad", ambitny i pełen inicjatywy pragnął odegrać większą rolę niż mogło to wynikać z planów moskiewskich i kijowskich decydentów, tym zaś utrzymywanie odrębności Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich nie było potrzebne. W styczniu 1940 r. Ossolineum, wśród innych bibliotek naukowych miasta, weszło w skład tzw. „Lwowskiej Filii" kijowskiej Biblioteki Akademii Nauk Ukraińskiej SRR. Istnieniu powstałego w 1817 r. Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich położono kres de facto i de iure . Jeśli za prawo uznać „prawo" najeźdźcy, sprzeczne z normami prawa międzynarodowego. Likwidacja Ossolineum przebiegała równolegle z gruntowną reorganizacją, czy raczej likwidacją innych zbiorów, której to akcji dokonali pracownicy delegowani ze Wschodu, nie zorientowani w charakterze i znaczeniu miejscowych zbiorów muzealnych czy bibliotecznych. Sytuacja Ossolineum była o tyle lepsza, że ossolińska książnica stała się miejscem przewożenia i składowania innych, mniejszych bibliotek. Ale to dotyczyło tylko części zbiorów Zakładu Narodowego.

Podobnie jak to się działo w Rosji i na Ukrainie po 1917 r. „reorganizując" lwowskie zbiory muzealne i biblioteczne, nie liczono się z historycznie ukształtowanymi kolekcjami, gromadzonymi w ciągu całych dziesięcioleci… Rozpraszano je zupełnie dowolnie, wcielając do innych zespołów. Taki los dotknął jedną z najstarszych polskich kolekcji muzealnych o charakterze publicznym, a mianowicie Muzeum imienia Lubomirskich — jedną z części składowych Zakładu Narodowego.

Zaważył wzgląd czysto formalny — w systemie organizacyjnym bibliotek Akademii Nauk USRR nie mieściło się muzeum historyczno-artystyczne. Dopasowanie systemu do zastanej struktury, historycznie ukształtowanej, nie wchodziło w grę i Muzeum Lubomirskich ze swymi cennymi zbiorami historycznych i artystycznych poloniców i zbiorami malarstwa europejskiego poszło w rozsypkę. Jedynie kolekcja rysunków i grafiki pozostała w ramach Biblioteki.

Likwidacja Muzeum im. Lubomirskich była jednym z gorzkich doświadczeń Profesora Gębarowicza. Jako kustosz Muzeum, nie mógł przeciwstawić się skutecznie zarządzeniom nowej władzy. Brak zrozumienia dla celowości zachowania zbioru w całości mógł być nawet usprawiedliwiony u szeregowych wykonawców — przybyszów ze Wschodu. Trudno natomiast pojąć, a zwłaszcza usprawiedliwić tych spośród fachowców w dziedzinie muzealnictwa, polskich historyków sztuki, którzy, pozostając obojętni wobec losów Muzeum im. Lubomirskich i zabiegów jego ostatniego kustosza, przychodzili do sal muzealnych jedynie po to, by wybrać te obrazy, które pragnęli widzieć na ścianach nowo powstałego muzeum — Lwowskiej Obwodowej Galerii Obrazów (ukr.: Lwiwśka Oblasna Kartynna Halereja). Wybierali je, wedle wyrażenia Profesora, „jak w antykwariacie", nie interesując się w ogóle losami Muzeum jako całości. Z goryczą wspominał o tych wydarzeniach ostatni jego opiekun!

Nie mógł przeciwdziałać nie tylko faktycznej likwidacji Muzeum im. Lubomirskich, ale nawet nie miał jakiegokolwiek wpływu na system przewożenia muzealiów z gmachu Ossolineum do nowych miejsc przeznaczenia (wg tzw. „profilu", tj. specjalności nowych placówek muzealnych, stworzonych na podstawie istniejących do 1939 r. muzeów). A odbywało się to w sposób urągający wszelkim zasadom poszanowania obiektów, mających choćby już tylko materialną wartość. Sytuacja wymuszała zresztą zachowania nietypowe: aby ustrzec przed przetopieniem Złoty Skarb Michałkowski33 — własność Muzeum Dzieduszyckich — znalezisko z VIII—VI w. przed Chrystusem, Profesor Gębarowicz z dr. Tadeuszem Mańkowskim udali się do komisarza Banku Hipotecznego, gdzie zdeponowany był Skarb, zwracając mu uwagę na wartość tej kolekcji i sugerując, by przekazał ją do któregoś z muzeów. Oznaczało to stratę Skarbu dla Lwowa, ale ocalenie jego fizycznego istnienia: Skarb trafił do Ermitażu, gdzie znajduje się do dziś, z tym że przed wybuchem wojny niemiecko-radzieckiej był podobno przejściowo wystawiony...

Profesor Gębarowicz w nowym kształcie Ossolineum, które otrzymało nowy szyld „Lwowskiej Filii Biblioteki AN USRR", kierował nowo zorganizowanym Gabinetem Sztuki (ukr.: Kabynet Mystectwa). Poza rysunkami i grafiką, a także podręcznym księgozbiorem Muzeum im. Lubomirskich, znalazły się tu rysunki i grafika ze Zbioru Pawlikowskich — odrębnego działu Ossolineum, złożonego w Zakładzie na prawach depozytu. To tylko pozostało na miejscu, w ramach Biblioteki, z tak bogatych, obejmujących wiele dziedzin - od numizmatów po rzeźby — kolekcji artystycznych i muzealnych dawnego Ossolineum! Zbiory malarstwa i rzeźby natomiast podzielono między lwowskie muzea, skąd później — w wyniku wymian muzealiów — niektóre obiekty wywędrowały w ogóle ze Lwowa. Jedynie część — i to wyłącznie malarstwo polskie — znalazła się po wojnie w muzeum wrocławskim (Muzeum Śląskim, później Narodowym), a Unia Lubelska Jana Matejki w Lublinie. Trafiły tam w ramach tzw. „daru" muzeów Ukraińskiej SRR dla muzeów polskich. Niekiedy osoby mało zorientowane używają w stosunku do tej części zbiorów lwowskich (prócz prac z Muzeum Lubomirskich, również i innego pochodzenia) określenia „rewindykowane ze Lwowa", co jest oczywistym nieporozumieniem.

W marcu 1940 r. Jerzego Borejszę na stanowisku dyrektora Biblioteki zastąpił kijowianin Zajkin, z kolei w październiku tegoż roku stanowisko to objął Zełenko, dawny sekretarz naukowy Biblioteki AN USRR w Kijowie.

Trudne warunki codziennego bytowania, niepewność jutra — nie były to warunki sprzyjające normalnej pracy naukowej. Mimo to grono dawnych, przedwojennych pracowników Zakładu Narodowego i osób ze środowisk naukowych i intelektualnych, nowo przyjętych do pracy w okresie radzieckim, pracowało nad inwentaryzacją licznych zbiorów bibliotecznych, prywatnych i publicznych, które trafiły tu po wrześniu 1939 r. w wyniku konfiskaty („nacjonalizacji"). Polscy pracownicy biblioteki wzięli też udział w sesji naukowej zorganizowanej w październiku 1940 r. ku czci Gutenberga z okazji 500-lecia wynalezienia druku. Referaty wygłosili m.in. Tadeusz Mańkowski, Maria Chmielowska, Helena Blumówna, Mieczysław Gębarowicz zaś przedstawił referat o iluminowanych inkunabułach w zbiorach Lwowskiej Filii Biblioteki AN ZSRR34. Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej w czerwcu 1941 r. przeszkodził wydaniu drukiem materiałów tej konferencji.

Wybuch wojny najpewniej oszczędził wielu Polakom losu wcześniej wywiezionych (deportowanych) rodaków. Kolejarze donosili bowiem o podstawieniu składów towarowych wagonów, co zawsze zwiastowało wywózkę. Tym razem posłużyły one jednak do ewakuacji radzieckich funkcjonariuszy 1 ich rodzin, nie doszło do kolejnej wywózki, w oczekiwaniu której sypiano w ubraniach, ze spakowanym bagażem pod ręką.

Napaść niedawnych sojuszników była zaskoczeniem. Miało to swe tragiczne konsekwencje dla więźniów, których NKWD wymordowało w lwowskich więzieniach.

W południe 30 czerwca 1941 r., gdy wojska niemieckie wkroczyły do i Lwowa, budynek Zakładu Narodowego im. Ossolińskich obsadziła początkowo policja ukraińska. Po dwóch dniach naczelny dyrektor bibliotek w Generalnym Gubernatorstwie, dr Gustaw Abb zarządził rozpoczęcie pracy w bibliotece. Do Profesora Mieczysława Gębarowicza przyjechał niemiecki funkcjonariusz z pismem kancelarii generalnego gubernatora, nakazującym wydanie rysunków Albrechta Duerera ze zbiorów dawnego Muzeum im. Lubomirskich. Doktor Franciszek Pajączkowski, jeden z współpracowników Profesora w czasie okupacji, a po wojnie jeden z dyrektorów wrocławskiego Ossolineum35, tak opisał to wydarzenie: „Między drem Gębarowiczem a niemieckim urzędnikiem doszło do żywej wymiany słów. Niemiec wyraził się, że rysunki Duerera zostały skradzione przez Polaków oraz że zauważył on niechęć dra Gębarowicza w stosunku do Niemców, a przecież wiadomo mu chyba, jak Niemcy postąpili z podobnymi ludźmi w Krakowie. Zakończył swą perorę powtórzeniem pytania, które już było wyraźną groźbą: chyba słyszał pan o tym? Owszem, słyszałem — odpowiedział Profesor Gębarowicz. — Przed siłą trzeba było ustąpić i Niemcy zabrali rysunki Duerera"36.

W początkach niemieckiej okupacji Lwowa Zakładem Narodowym im. Ossolińskich kierował kustosz Władysław Tadeusz Wisłocki. Wkrótce jednak po egzekucji grupy polskich profesorów na Wzgórzach Wuleckich, kustosz Wisłocki padł ofiarą skrytobójczego mordu37. Uprowadzony z domu przez policję ukraińską, przepadł bez wieści. Tak więc prof. dr Mieczysław Gębarowicz jako jedyny pozostał przy życiu z zespołu kustoszy Ossolineum przed wrześniem 1939 r.

W lipcu 1941 r. na mocy zarządzenia niemieckich władz okupacyjnych Ossolineum zostało, wraz z Biblioteką Baworowskich, II Oddziałem Państwowej Biblioteki (niem.: Staatsbibliothek) we Lwowie (Oddziałem I była Biblioteka Uniwersytecka, III zaś — Biblioteka Towarzystwa Naukowego im. Tarasa Szewczenki z Domem Narodnym). Kierował „Biblioteką Państwową" niemiecki dyrektor. Profesor Gębarowicz został komisarycznym kierownikiem owego II Oddziału.

Warunki, w jakich żyła ludność polska pod okupacją niemiecką we Lwowie były nieporównanie cięższe niż w innych częściach Generalnego Gubernatorstwa ze względu na współpracę z okupantem części ludności ukraińskiej. Dołączyły się do tego ciężkie warunki bytowe, kłopoty z zaopatrzeniem, które dla osób nie umiejących czy nie chcących się przystosować do wojennej rzeczywistości oznaczały po prostu głód. W tym okresie zdarzało się, że Profesor zemdlał z wyczerpania spowodowanego niedożywieniem — skoncentrowany na sprawach biblioteki nie mógł myśleć o sobie... Jak widać, nie udało się we Lwowie zorganizować pomocy dla ludzi nauki, jak to się działo np. w Warszawie.

Okres niemieckiej okupacji Lwowa nie oznaczał dla Ossolineum i ossolińczyków zwolnienia z obowiązków wobec swej Instytucji, wobec narodowej kultury.

Z inicjatywy Profesora Gębarowicza czas ten wykorzystano na liczne prace o zasadniczym znaczeniu dla zbiorów. Pracownicy dokonywali np. systematycznego przeglądu zbioru periodyków, a jeśli natrafiono na braki w postaci brakujących stron czy numerów czasopisma, uzupełniano je z egzemplarzy które trafiły do zbiorów po wrześniu 1939 r. w rezultacie konfiskaty („nacjonalizacji") mniejszych bibliotek i zbiorów prywatnych38. Dzięki tej fundamentalnej pracy, prowadzonej z myślą o potrzebach nauki i kultury polskiej, lwowski zbiór czasopism XIX i XX stulecia, już przed 1939 r. przewyższający kompletnością zbiór krakowskiej Biblioteki Jagiellońskiej, został uzupełniony wszędzie tam, gdzie wkradły się nieuniknione braki w czasie gromadzenia Ossolińskiego zasobu. Obecnie zbiór periodyków polskich zgromadzony w gmachu Zakładu Narodowego przy ul. Ossolińskich (obecnie ul. Wasyla Stefanyka) należy do najbardziej kompletnych. Dotyczy to naturalnie nie tylko czasopism z terenu dawnego zaboru austriackiego. Natomiast — dodajmy — Ossoliński zbiór nie ma żadnego „konkurenta" w skali światowej, jeśli idzie o polską prasę emigracyjną XIX w., gdyż gromadzono periodyki ze wszystkich kontynentów.

Drugą pracę, również podjętą z myślą o przyszłości, o zrekompensowaniu na ile to możliwe strat wojennych, zadanych zwłaszcza zbiorom bibliotecznym w Warszawie i w zachodnich województwach II Rzeczypospolitej, było zainicjowane przez Profesora w czasie niemieckiej okupacji Lwowa opracowanie katalogu systematycznego księgozbioru. Trudno tu bardziej szczegółowo wymieniać inne dziedziny tej „pracy organicznej", prowadzonej pod kierunkiem Profesora w warunkach stałego zagrożenia i bardzo ciężkiej sytuacji bytowej. Nie można jednak nie wspomnieć o uratowaniu zbiorów Biblioteki Uniwersytetu Jana Kazimierza oraz bibliotek zakładów i katedr uniwersyteckich, zagrożonych wobec zajęcia gmachu Uniwersytetu przez niemieckie lotnictwo. Księgozbiór liczący ponad 100 tysięcy woluminów został przeniesiony do gmachu Ossolineum — przeniesiony najzupełniej dosłownie — bo żadnymi środkami transportu nie dysponowano.

9 kwietnia 1944 r. podczas bombardowania miasta uszkodzono budynki — zdemolowana została część urządzeń bibliotecznych. W czasie innego nalotu, w początkach maja tegoż roku, jedna z bomb przebijając dach magazynu wpadła do książnicy, a ulewny deszcz spowodował dalsze zniszczenie. I znowu dzięki niebywałej energii kustosza Mieczysława Gębarowicza i ofiarności ossolińczyków naprawiono uszkodzenia, zabezpieczono zbiory.

Życie okupacyjne, wojenna sytuacja stawiały przed prof. dr. M. Gębarowiczem problemy, z jakimi nigdy w normalnych warunkach nie styka się muzeolog czy pracownik naukowy. Tak więc np. wobec zbliżającego się frontu władze niemieckie zarządziły ewakuację zbiorów na zachód; przy czym oczywiście nie było możliwe nie tylko konwojowanie tych transportów, ale nawet śledzenie dalszych losów ekspediowanych w kierunku zachodnim skrzyń39. Wysyłając część polskich rysunków, należących do Zbiorów Pawlikowskich (do działu nazywanego „Rysunki ręczne" lub „Rysunki własnoręczne"), Profesor nie miał żadnej gwarancji, że nie przepadną one w wojennej zawierusze. Szczęśliwie odnalazły się na Dolnym Śląsku i, w porę zabezpieczone, trafiły do reaktywowanego we Wrocławiu Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Pozostała zaś część kolekcji rysunków artystów polskich i w Polsce działających, a także inne działy, jak np. dokumentacja ikonograficzna polskich miejscowości (na którą składają się zarówno prace graficzne, jak i rysunkowe), pozostały we Lwowie40. Tak więc we Wrocławiu znajdują się np. rysunki Jana Piotra Norblina i Aleksandra Orłowskiego, ale prace artystów, których nazwiska zaczynają się na pierwsze litery alfabetu (np. Marcello Bacciarelli czy Daniel Chodowiecki) czy końcowe litery alfabetycznego spisu (np. Zygmunt Vogel czy Kazimierz Woyniakowski) są w lwowskim Gabinecie Sztuki... Wyliczenie nazwisk artystów ma, naturalnie, tylko przykładowy charakter.

Wróćmy jednak do wojennych losów Zakładu Narodowego i związanego z nim kustosza Mieczysława Gębarowicza. Po śmierci Kazimierza Tyszkowskiego — przypomnijmy — cała odpowiedzialność za Ossolineum spoczęła Nań, jako jedynym z grona kustoszy Zakładu w okresie przedwojennym. Ofiarność i energia, którą potrafił przekazać gronu współpracowników, ludzi jak On ideowych i bezinteresownych, sprawiły, że Lwów i Wrocław — Lwowska Biblioteka Akademii Nauk ZSRR i wrocławskie Ossolineum poniosły stosunkowo niewielkie straty wojenne. De facto był Profesor Mieczysław Gębarowicz ostatnim polskim dyrektorem Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, de iure powierzył Mu to stanowisko Andrzej Lubomirski, ostatni kurator Ossolineum w 1943 r., co — jak czytamy w Autobiografii — „z uwagi na ówczesne warunki miało charakter nominalny" 41.

Nową sytuację stworzyło wyzwolenie miasta spod okupacji niemieckiej. Siły Armii Krajowej i współdziałających z AK Batalionów Chłopskich uderzyły na wycofujących się Niemców, zdołały opanować całe partie miasta, chroniąc je przed zniszczeniem, a ludność polską przed gwałtami, których można było się spodziewać również ze strony ukraińskich nacjonalistów. Przybyła z zewnątrz Armia Czerwona zadała Niemcom ostateczne ciosy.42

Po zakończeniu działań wojennych rozpoczął się exodus ludności polskiej z dawnych wschodnich województw Rzeczypospolitej. Początkowy opór przeciwko tej tzw. „repatriacji"43 i zastosowane środki, mające wpłynąć na decyzję wyjazdu, to zagadnienia dostatecznie naświetlone przez pamiętnikarzy i autorów relacji. Państwo stalinowskie wykorzystało wypróbowane środki nacisku i zastraszenia, równolegle wzywały do odbudowy kraju nad Wisłą i Odrą ekipy PKWN. Pozostanie we Lwowie oznaczało wyrzeczenie się polskiego obywatelstwa — ściślej niemożność odzyskania tego obywatelstwa, odebranego w czasie pierwszej wojennej zimy. Profesor Mieczysław Gębarowicz był jednym z tych, którzy zdecydowali się pozostać. Odrzucał też i w późniejszym okresie możność wyjazdu do PRL, choć w czasie pierwszego pobytu we Wrocławiu i w translokowanym tam Ossolineum proponowano Mu objęcie katedry historii sztuki na Uniwersytecie i stanowisko dyrektora Muzeum Śląskiego (obecnie Narodowego) w tymże mieście.

We Lwowie— jak przed czerwcem 1941 r. — dawne Ossolineum przejęła w 1944 r. Akademia Nauk USRR. Zaszły jednak istotne zmiany w strukturze biblioteki, która nie była już filią kijowskiej Biblioteki AN USRR, lecz stała się placówką odrębną — „Lwowską Biblioteką Akademii Nauk USRR". W jej ramach powołano początkowo Sektor Polski, utworzony z dawnego Zakładu Narodowego im. Ossolińskich oraz dawnej Biblioteki Baworowskich. Kierownictwo owego Sektora powierzono Profesorowi Gębarowiczowi. Kolejnym stanowiskiem, jakie zajmował On w bibliotece, było ponowne kierowanie Gabinetem Sztuki, co dawnemu kustoszowi Biblioteki Pawlikowskich i Muzeum im. Lubomirskich pozwalało na kontakt z tymi częściami obu działów Zakładu Narodowego, które weszły do Gabinetu Sztuki.

W latach 1946—1949 Profesor Gębarowicz pełnił obowiązki zastępcy kierownika Katedry Teorii i Historii Sztuki Lwowskiego Uniwersytetu Państwowego im. Iwana Franko. W późniejszych latach nie kontynuowano tego kierunku studiów — mającego tak długą i piękną tradycję we Lwowie, jednym z najważniejszych ośrodków historii sztuki zarówno w okresie międzywojennym, jak i przed 1918 r.

W lutym 1950 r. Mieczysław Gębarowicz został, jak sam napisał w Autobiografii, „wraz z innymi starymi pracownikami biblioteki, jako żywioł niepożądany zwolniony z pracy"44. Później pracował jako bibliotekarz różnych instytutów Akademii Nauk ZSRR, a gdy zorganizowano Oddział Nauki o Sztuce Instytutu Nauk Społecznych AN USRR we Lwowie, został tam przeniesiony na stanowisko młodszego pracownika naukowego45. Dodajmy tu wyjaśnienie: stopień taki uzyskują zwykle pracownicy radzieckich instytutów naukowych tuż po ukończeniu studiów — odpowiada więc stanowisku asystenta w Polsce. Gdy Instytut Nauk Społecznych został zlikwidowany w 1955 r., „młodszy pracownik naukowy", 62-letni Mieczysław Gębarowicz podjął pracę na tym samym stanowisku w Muzeum Etnografii i Przemysłu Artystycznego AN USRR (powstałego ze zbiorów dawnego Miejskiego Muzeum Przemysłowego). Dopiero w 1961 r. na podstawie dotychczasowego dorobku naukowego — tj. bez obowiązku pisania i obrony dysertacji — Profesor uzyskał stopień kandydata nauk (co odpowiada polskiemu doktoratowi), a w roku następnym — nominację na stanowisko starszego pracownika naukowego (co jest ustawowo przewidzianą konsekwencją osiągnięcia stopnia kandydata nauk).

Wypadki wojenne przerwały bardzo szeroko zakrojone badania Profesora. Nie było wśród Jego prac rzeczy błahych, choć nie uchylał się od popularyzacji. Podejmował też ważkie problemy badawcze, poruszając się z równą swobodą i kompetencją w obszarach historii i historii sztuki epoki średniowiecza (gdzie podejmował zarówno opracowania syntetyczne, jak i zagadnienia wąskie szczegółowe), jak też wkraczając w epokę renesansu, w wiek XVII i XIX. Nie złożył pióra w okresie powojennym, nadrabiając przymusową bezczynność w polu badawczym. Warunki, w jakich żył i pracował we Lwowie po 1944 r. odbiegały znacznie od tych, w jakich działał przed wrześniem 1939 r. Spychany coraz bardziej na margines miejscowego życia naukowego, takiego, jakim mogło być to życie w prowincjonalnym ośrodku stalinowskiego imperium, pilnie obserwowany jako Polak, przedstawiciel dawnej Polski, traktowanej tu jako „okupant", musiał znosić niejedną próbę upokorzenia Go, niejeden raz znajdował się w sytuacjach trudnych, gdy chodziło o danie odporu próbom prowokacji, usiłowaniom skłócenia z przedstawicielami społeczeństwa ukraińskiego, bo nowa władza umiejętnie stosowała rzymską zasadę divide et impera...

Zachował twarz, niezależność, a jednocześnie musiał lawirować, by jakąś spontaniczną reakcją nie dać argumentów przeciwko sobie, zwłaszcza że był podejrzewany o to, że jest... rezydentem Rządu RP na Obczyźnie, „rządu londyńskiego". Siłę czerpał z przekonania, że jest tam właśnie, we Lwowie, mieście młodości i pierwszych naukowych sukcesów, potrzebny i że nikt Go na tym posterunku nie zastąpi. W trudnych więc warunkach podejmuje pracę naukową, choć stopniowo zamykają się przed Nim te właśnie zbiory, których ratowaniu poświęcił tyle wysiłku, choć brak partnerów do naukowych dyskusji, a przed „kolegami" z instytucji, w których pracował, należy się kryć z tym, co się robi.

W tych warunkach, kiedy nieraz trzeba było uciekać się do przeróżnych wybiegów, aby uzyskać potrzebne materiały — w bibliotekach i archiwach b. ZSRR dopiero teraz przezwycięża się szereg czysto policyjnych przepisów — powojenny dorobek naukowy Profesora jest wprost imponujący.

Pierwsze powojenne publikacje były bezpośrednią kontynuacją przedwojennych prac: w 1946 r. w „Pracach Komisji Historii Sztuki" za lata 1939—1946 (numer ten podkreślał symbolicznie ciągłość nauki polskiej w latach wojny) ukazała się rozprawa pt. Witruwiusz w Polsce w w. XV, złożona w PAU przed wojną i wcześniej ogłoszona w języku francuskim (w 1938 r.)46 a w roku 1949 II wydanie Katalogu rękopisów Biblioteki im. Gwalberta Pawlikowskiego...., które szczęśliwie znalazły się we Wrocławiu47, podczas gdy większość Zbioru Pawlikowskich pozostała — przypomnijmy — we Lwowie. Publikował także w ZSRR — po rosyjsku i, przede wszystkim, po ukraińsku — w okolicznościowej publikacji pt. Wikowiczna drużba narodiw — bratiw (związanej z obchodami „zjednoczenia" Ukrainy z Rosją) ogłosił artykuł o roli Iwana Fedorowa (Fiodorowa) i jego spuścizny artystycznej w rozwoju grafiki na Ukrainie w XVI—XVIII w. (1954)48, a w 1956 r. na łamach periodyku „Sowietskaja Archeołogija" ukazała się opracowana dużo wcześniej rozprawa o znaczeniu figurek kobiecych kultury trypolskiej49, związana z kilkuletnim „przydziałem", jak to sam Autor określał, do Oddziału Archeologii. Pierwotny wariant tej pracy uzyskał we Lwowie negatywną ocenę pióra miejscowego archeologa o moskiewskiej proweniencji, a Autora spotkał zarzut... uprawiania pornografii, gdyż niektóre z prehistorycznych statuetek przedstawiały postacie w uścisku. W 1958 r. we Lwowie ogłosił rozprawę o wybitnym ukraińskim historyku sztuki, Ilarionie Świencickim50, wreszcie w 1958 r. ukazał się opracowany wspólnie z autorami ukraińskimi — I. Hurhułą i M. Iwasiutą — artykuł pt. „Z historii Ukraińskiego Państw. Muzeum Etnografii i Przemysłu Artystycznego AN ZSRR 51., a w 1960 r. w Moskwie ukazał się tekst poświęcony historii rzeźby na Ukrainie w publikacji pt. Oczerki iskusstwa narodow SSSR. Płan-prospiekt 52.

Wartość dokumentu ma relacja pt. „Oczyma starego ossolińczyka”, umieszczona w tomie „Zakład imienia Ossolińskich...”, opublikowanym w związku z X-leciem Ossolineum we Wrocławiu (1946—1956)53. Okres „odwilży" w Polsce umożliwił tam Profesorowi umieszczenie szeregu wiadomości z zakresu — nazwijmy to tak — „najnowszej historii" Zakładu Narodowego, ze szczególnym uwzględnieniem losów Muzeum im. Lubomirskich, tak bezmyślnie rozproszonego w czasie pierwszej wojennej zimy. Ogłosił jeszcze artykuł „Z dziejów przemysłu budowlanego XVI—XIX w.” w „Księdze ku czci Władysława Podlachy” (1957), rozprawę o nowo odnalezionym zabytku iluminatorstwa epoki zygmuntowskiej i — napisany wspólnie z M. Morelowskim — artykuł pt. Uwagi o sklepieniach piastowskich w Polsce (1961)54.

Przede wszystkim jednak trwała praca nad książkami: „Studia nad dziejami kultury artystycznej późnego Renesansu w Polsce” i „Psałterz Floriański i jego geneza” — wydane w 1962 i 1965 r., oba dzięki staraniom toruńskiej uczone) prof. dr Jadwigi Puciatej-Pawłowskiej, która wzięła na siebie trud redagowania przysyłanych różnymi drogami skryptów, napływających fragmentami, później drogą niełatwej korespondencji między Toruniem i Lwowem korygowanych, uzupełnianych — co to znaczy, wie ten, kto korespondował w tych latach ze Lwowem...

Pierwsza z wymienionych tu książek ściągnęła na Profesora duże nieprzyjemności: w tytule użyto określenia „późnego Renesansu w Polsce", co było w pełni uprawnione, gdyż tereny Rusi Czerwonej należały w omawianym okresie do Rzeczypospolitej. Takie jednak, pozbawione jakiejkolwiek tendencji określenie okazało się kamieniem obrazy. Zwołane zostało zebranie pracowników Muzeum Etnografii i Przemysłu Artystycznego, zebranie, które przeciągnęło się na dwa wieczory, a którego celem było „potępienie" Mieczysława Gębarowicza, jako autora książki antynaukowej i antyukraińskiej, napisanej za ukraińskie pieniądze...

Histeryczne okrzyki: „Ten Gębarowicz gorszy od samego Piłsudskiego" mogą śmieszyć z perspektywy prawie trzydziestu lata które upłynęły od tego czasu, ale nie mogły być przyjmowane w kategorii dowcipu w sowieckim Lwowie w lipcu 1963 r. To tak przykre dla Profesora wydarzenie było w pewnym stopniu symptomatyczne dla sytuacji panującej w mieście: społeczeństwo ukraińskie pozbawione zostało tych wszystkich instytucji oświatowych, naukowych i spółdzielczych, które zdołało powołać do życia i które działały owocnie zarówno w czasach austriackiej Galicji, jak w II Rzeczypospolitej, a które były podstawą i oparciem narodowych dążeń Ukraińców; wszelkie dążenia do samodzielności były tępione, ale w jednej dziedzinie tolerowano i nawet popierano czysto szowinistyczne wystąpienia — wtedy, gdy skierowane były przeciwko Polsce i Polakom... Niestety wielu spośród Ukraińców stawało się posłusznymi wykonawcami, a nawet aktywnymi aktorami takich pożałowania godnych akcji, których przykładem może być pokazowe zebranie w Muzeum Etnografii. Tak więc nagrodą za poważną pracę naukową, dotyczącą terenów kulturalnego i artystycznego pogranicza, stało się potępienie i natychmiastowe przeniesienie na emeryturę. Ta prawdziwa rozprawa przeciwko Profesorowi wpłynęła też na decyzję przejścia na emeryturę drugiego jeszcze Polaka zatrudnionego w Muzeum Etnografii, historyka sztuki i bibliografa dr. Ludwika Grajewskiego, autora znakomitej bibliografii ilustracji w czasopismach polskich, podstawowego informatora dla każdego badacza sztuki polskiej.

Odwołanie skierowane do władz centralnych w Moskwie nie przyniosło zmiany statusu emeryta, wysyłając zresztą takie odwołanie, Profesor na pewno nie liczył na sprawiedliwość, głęboko dotknięty zwłaszcza antypolskimi wypowiedziami „kolegów" z Muzeum Etnografii uważał, że nie może tych napaści pominąć milczeniem.

Przeniesienie na emeryturę nie oznaczało dla Profesora Gębarowicza przejścia w stan spoczynku. Wręcz przeciwnie, praca naukowa stała się bardziej intensywna, a uwolnienie od urzędowych serwitutów i mniej lub bardziej jawnego nadzoru dyrekcji i „kolegów" pozwoliło na pełne skoncentrowanie się na naukowej twórczości. Data przejścia na emeryturę otwiera okres niezwykle płodny w życiu Profesora

W okresie ostatnich 31 lat życia ukazało się sześć książek o imponującym zakresie tematycznym, obejmującym historię i historię sztuki średniowiecza („Psałterz Floriański i jego geneza”)55 i zagadnienia sztuki renesansu i baroku56. Kontynuacją „Studiów nad dziejami kultury artystycznej późnego Renesansu w Polsce” był wydany w 1966 r. tom „Szkice z historii sztuki XVII w.” Niezwykle cenną pozycją w dokumentowaniu naszej kultury artystycznej, zwłaszcza przeszłości Lwowa i regionu południowo-wschodnich ziem II Rzeczypospolitej jest tom „Źródeł do dziejów sztuki polskiej" pt. „Materiały źródłowe do dziejów kultury i sztuki XVI—XVIII w.” (1973).

Żadna sprawa związana ze sztuką i zabytkami Lwowa i regionu nie była dlań obca. Ukryty nieraz w cieniu, nie zabiegający o to, by jego rola i osoba były zgodnie z wkładem jego myśli i inicjatywy odnotowane, patronował takim akcjom, jak urządzona w Lwowskiej Galerii Obrazów wystawa portretu lwowskiego XVI—XVIII w.57 (a na podstawie zgromadzonego na tej ekspozycji materiału przygotował książkę)58. Interesował się żywo działalnością Lwowskiej Galerii Obrazów i organizowanymi przez Galerię wystawami. Wysoko cenił działalność dyrektora Galerii, Borysa Woznickiego, jego wkład osobisty w stabilizację sytuacji Galerii, w gromadzenie dzieł sztuki, które ten ideowy i fachowy muzealnik ocalał od zniszczenia, rabunku, ściągając z bliższych i dalszych okolic to, co się jeszcze dało uratować. Zwłaszcza wysoko cenił akcję B. Woznickiego i kręgu jego współpracowników, zmierzającą do pozyskania na cele muzealne Zamku w Olesku, ocalonego od ruiny dzięki stworzeniu tam filii Galerii.

Długowieczność Profesora stworzyła sytuację, iż stopniowo, z biegiem lat, rozstawać się musiał nie tylko ze swymi najbliższymi przyjaciółmi spośród rówieśników. W okresie powojennego czterdziestolecia odeszło też wielu z jego dawnych uczniów i podwładnych z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, z którymi dzielił najcięższe lata 1939—1944. Z racji cech swej osobowości nie był nigdy osamotniony. Wobec ludzi wymagający, tak jak i wobec siebie, może nawet surowy i nie zawsze rezygnujący z utrzymania dystansu, był wobec ludzi życzliwy, a skromne mieszkanko przy ul. Senatorskiej (Dobrolubowa) nr 9 było zawsze otwarte dla przyjaciół i tych miejscowych, lwowskich, i tych, którzy przybywali z Polski („z zachodu", mawiał zawsze Profesor). Dom prowadziła Profesorowi przez wiele lat — dbając w sposób wzruszający o Jego zdrowie — dawna stypendystka, a potem wieloletnia pracownica Ossolineum, dr Maria Chmielowska59, co łączyła z funkcjami sekretariackimi, przepisując na maszynie i sczytując teksty, pomagając w bieżących pracach naukowych, dopóki ciężka choroba nie odebrała Jej sił. Ta samotna kobieta z niezwykłą bezinteresownością douczała miejscową polską młodzież w okresie wojny i — póki sił starczało — w okresie powojennym. Dzięki Niej, dzięki kilku pokoleniom Jej uczniów Profesor Gębarowicz miał stały kontakt z młodszymi generacjami miejscowych rodaków, starał się w miarę możności wpływać na ich rozwój intelektualny, dyskretnie kierując lekturami i zainteresowaniami. Pod koniec życia patronował niebanalnej twórczości malarskiej i rysunkowej Władysława Szczepańskiego, z oddali emocjonował się jego pierwszymi wystawami, organizowanymi w 1979 i 1983 r. w salach Stowarzyszenia Historyków Sztuki60. Szczepański wykonał w ostatnich latach życia Profesora dwa Jego rysowane węglem portrety, które portretowany oceniał wysoko.

Nie uchylał się od działalności oświatowej i popularyzacyjnej, choć — naturalnie — nie brakowało Mu innych, na pewno ważniejszych zajęć. Uczniowie „polskiej" szkoły (tj. szkoły radzieckiej z polskim językiem wykładowym) zapamiętali Jego prelekcję na temat Stanisława Wyspiańskiego, której maszynopis szczęśliwie się zachował. Od początku istnienia ważnej dla miejscowego środowiska polskiego placówki — Polskiego Teatru Ludowego, który cementował miejscowych Polaków, sprzyjał podtrzymywaniu języka i ojczystej kultury, oddziałując także na przedstawicieli innych narodowości zamieszkujących współczesny Lwów. Równie jak osoby związane bezpośrednio z tym teatrem odczul likwidację placówki w jej dotychczasowym kształcie, co zamaskowane było hasłami internacjonalistycznymi, a związane było — jak wiele innych antypolskich posunięć — z wydarzeniami polskimi 1980 r.

Nadzwyczaj rozległa korespondencja prowadzona z osobami różnych pokoleń i zawodów, pilne śledzenie wszystkiego, co cię dzieje w polskim życiu naukowym, społecznym i kulturalnym, sprawiało, że Profesor Mieczysław Gębarowicz nigdy nie był od kraju i jego problemów oderwany, choć z rzadka tylko, a z biegiem lat coraz rzadziej mógł wyjeżdżać do Polski. Przybywający do Lwowa stypendyści, czy też osoby przejeżdżające tylko przez Lwów, pozwalały na podtrzymywanie tych zawsze żywych koniaków. Obcując z Profesorem nie odczuwało się nigdy, że od tylu lat mieszkał poza krajem, że od tylu lat jest jakby dobrowolnym wygnańcem (czy może emigrantem?) dlatego, że pozostał w mieście zawsze wiernym...

Pracował twórczo do ostatka.

Już po śmierci — w dniu 2 września 1984 r. — ukazała się Jego Przedmowa w Słowniku polskich kapucynów K. Gadacza, a także artykuł Próchnicki (Pruchnicki) Jan Andrzej w Polskim Słowniku Biograficznym (obie te prace w 1985 r.), a w 1986 r. monografia „Mater Misericordiae, Pokrow, Pokrowa w sztuce i legendzie środkowowschodniej Europy” — praca o doniosłym znaczeniu dla historii sztuki Polski, Ukrainy i Rosji. Zasadnicze znaczenie dla badań specyficznego zjawiska, jakim jest lwowska rzeźba rokokowa ma artykuł "głoszony na łamach „Artium Questiones" poznańskiego Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza61. Tuż przed śmiercią zdołał leszcze Profesor odesłać do Krakowa przysłany do autoryzacji tekst referatu na Konferencję, poświęconą Janowi Kochanowskiemu. Referat ten (Życie kulturalne Lwowa, podobieństwa i różnice z Krakowem)61 odczytano we wrześniu 1984 r. w Krakowie, jak posłanie zza grobu niezłomnego Polaka, wybitne humanisty, do końca wiernego ideałom.

Patrząc na długie i jakże czynne życie Profesora, zastanawiamy się, skąd tyle siły brało się u człowieka z natury wątłego, nieraz ciężko chorującego, cierpiącego na chroniczną bezsenność.

Myślę, że przekonanie o tym, że los złożył Nań obowiązek przekazał historycznej prawdy, że nie będzie miał w miejscowym środowisku następców było tą siłą motoryczną, która dodawała Mu sił w pracy, której przez całe życie towarzyszyło poczucie misji uczonego i intelektualisty w społeczeństwie, umiłowanie wartości nieprzemijających.


PRZYPISY

* Artykuł niniejszy jest znacznie rozszerzoną i wzbogaconą o nowe wątki wersją referat wygłoszonego na uroczystym wieczorze poświęconym pamięci Profesora Mieczysława Gębarowicza w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej (28 X 1984 r.). Uroczystość ta zgromadziła liczną publiczność, poprzedziła ją msza św. za duszę Profesora odprawiona w kościele pw. św. Trójcy przez dyrektora Muzeum ks. Andrzeja Przekazińskiego. W programie „wieczoru", a właściwa sesji poświęconej pamięci Profesora, Jego życiu i działalności, opublikowano dedykowany Profesorowi wiersz Jerzego Hordyńskiego pt. Prawie powrót (pierwodruk: „Życie Literackie" R, 30, 1980 nr 51/52, s. 13) oraz teksty: ks. A. Przekazińskiego, Słowo wprowadzające; Piotra Parandowskiego (który z ramienia Muzeum Archidiecezji zajmował się organizacją sesji) „Wolność Gębarowicza” Stanisława Lorentza, dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie, „Mieczysław Gębarowicz” (fragm. artykułu z „Przeglądu Katolickiego" R. 72, 1984 nr 17); opublikowano też fragm. Autobiografii M. Gębarowicza (pierwodruk: „Znak" R. 34,1982 nr 5). Na sesji wygłoszono referaty: S. Lorentz, Wspomnienie, J. M. Michałowski, Życiorys Profesora (później opubl. pt „Mieczysława Gębarowicza życie w służbie nauki i kultury”. „Muzealnictwo" T. 30, 1986); T. Dobrzeniecki, „Mieczysław Gębarowicz — historyk sztuki średniowiecznej”, J. Kowalczyk, Mieczysław Gębarowicz — historyk sztuki nowożytnej, S. Trawkowski, „Mieczysław Gębarowicz — mediewista”; W. Szolginia, „Wspomnienie”; M. Hilchen, „Mieczysław Gębarowicz — księgoznawca i bibliofil”; H. Samsonowicz, „Słowo o Profesorze”. Wszystkie referaty zostały zarejestrowane na taśmie magnetofonowej. Sesji towarzyszyła okolicznościowa wystawa, na której pokazano wybór publikacji Profesora i pamiątki — m.in. zdjęcia. Wieczór ten częściowo powtórzono 11 XII 1984 r. w Tow. Miłośników Historii (Sekcja Hist. Najnowszej) — szczegóły por.: Aleksandra J. Leinwand, Kwart. Hist. R. 92, 1985 nr 2, s. 494—496.
1 M. Gębarowicz: Autobiografia. Jeden żywot w służbie nauki. „Znak" R. 34, 1982 s. 416-442.
2 Ibidem, s. 417.
3 Ibidem.
4 Ibidem, s. 424.
5 M. Gębarowicz: K woprosu o znaczenii tripolskich żeńskich statuetek. „Sowietskaja Archeołogija" R. 25, 1956, s. 106—123, il., nadb.
6 M. Gębarowicz: Autobiografia ..., s. 425.
7 Ibidem.
8 Ibidem, s. 434—435.
9 Ibidem, s. 427.
10 Ibidem, s. 417.
11 Deponując — po walkach polsko-ukraińskich o Lwów — kolekcję rękopisów, książek, także nadzwyczaj cenny zbiór rysunku i grafiki w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich, musiano sobie zdawać sprawę z przyszłych zagrożeń; to właśnie podyktowało formę „depozytu wieczystego", nie zaś daru; depozyt zaś obwarowano warunkami takimi, jak polski charakter miasta, polski charakter instytucji i dostępność dla polskich pracowników naukowych. Niezgodność choćby jednego z punktów miała spowodować zwrot Zbioru Pawlikowskich w ręce żyjącego, prawnego następcy, który miał zdecydować, w której instytucji polskiej zdeponować Zbiory, aby mogły one spełniać zamierzoną rolę.
12 M. Gębarowicz: Drzwi kościelne, tzw. płockie w Nowogrodzie Wielkim. „Sprawozdanie Towarzystwa Naukowego we Lwowie" R. 3, 1923, s. 65—68.
13 M. Gębarowicz: Wala, biskup Beauvais i Paryża jego legacje w Polsce. Ibidem, s. 68—71.
14 I. Swjencicki: Prykrasy rukopisiw halyćkoj Ukrajiny, t. l—3. Żowkwa 1922—1923; rec. M. Gębarowicza — Kwart. Hist. R. 37, 1923, s. 429—438, odb.
15 M. Gębarowicz, K. Tyszkowski: Muzeum imienia XX. Lubomirskich, Biblioteka Pawlikowskich. W: Publiczne biblioteki lwowskie. Zarys dziejów. Pod red. L. Bernackiego. Lwów 1926, s. 22—28, tabl. IX—XII, odb.: M. Gębarowicz, K. Tyszkowski: Zakład Narodowy imienia Ossolińskich we Lwowie. Lwów 1926, s. 19—24, tabl. IX—XII.
16 M. Gębarowicz: Zbiory artystyczne Zakładu Narodowego im. XX [sic] Ossolińskich. „Słowo Polskie" 1928 nr 145 z 28 V (Dodatek nadzw. poświęcony Zjazdom Bibliotekarzy i Bibliofilów w święto stulecia Ossolineum we Lwowie), s. 4. Przedruk: „Sztuki Piękne" R. 4, 1927—1928, s. 313—314; Idem: Muzea i zbiory ziemi lwowskiej. „Wiadomości Turystyczne" R. 2, 1932 nr 5—7, s. 17—21, ii.
17 M. Gębarowicz: Historia zbioru. W: Rysunki Albrechta Duerera w Muzeum im. Lubomirskich we Lwowie. Wydali M. Gębarowicz, H. Tietze. Lwów 1929, s. 5—12; edycja w jęz. niemieckim — Wien 1929, s. 7—13.
18 M. Gębarowicz: Katalog rękopisów Biblioteki im. Gwalberta Pawlikowskiego. Rocznik Zakł. Narod, im. Ossolińskich T. 3, 1929, odb. Wyd. 2 por. przyp. 47.
19 M. Gębarowicz: Początki kultu św. Stanisława i jego średniowieczny zabytek w Szwecji. Kwart. Hist. R. 41, 1927, s. 719—720; idem: Początki kultu św. Stanisława i jego średniowieczny zabytek w Szwecji. Rocznik Żaki. Naród, im. Ossolińskich T. l—2, 1927—1928, s. 109—269; res., tabl. 4, odb.
20M. Gębarowicz: Zabytki sztuki romańskiej na Śląsku. „Sprawozdanie Towarzystwa Naukowego we Lwowie" R. 9, 1929, s. 102—105.
21M. Gębarowicz: Architektura i rzeźba na Śląsku do schyłku XIV wieku. Kraków 1934, odb. z t. 3 Historii Śląska do roku 1400, s. 84, planów w tekście 10, tabl. 20 (wymieniona Historia ... ukazała się w całości dopiero w roku 1936).
22M. Gębarowicz: Sztuka średniowieczna. W: Historia sztuki, t. 2, Lwów 1934, s. 446, nlb. 2, il., bibliogr., objaśnienia wyrazów technicznych.
23M. Gębarowicz i T. Mańkowski napisali: Wawelskie arrasy figuralne. Studium porównawcze. „Sprawozdania z Czynności i Posiedzeń PAU" T. 36,1931 nr 5, s. 5—9; Wawelskie arrasy figuralne. Studium porównawcze. „Prace Komisji Historii Sztuki" T. 5, 1934, s. XV—XX; Arrasy Zygmunta Augusta. „Rocznik Krakowski" T. 29, 1937, s. 3—215, res., il.
24M. Gębarowicz: Nieznany portret Zygmunta III. „Sprawozdania Towarzystwa Naukowego e Lwowie" R. 16, 1936, s. 32; idem: Nieznany portret króla Zygmunta III. „Biuletyn Historii Sztuki i Kultury" R. 4, 1936 nr 3, s. 226; idem: Nieznany portret króla Zygmunta III. W: Księga pamiątkowa ku czci Leona Pinińskiego, t. l. Lwów 1936, s. 305—311, tabl. l, odb.
25 Bibliografię prac Profesora M. Gębarowicza opublikowałem w „Muzealnictwie" T. 30 ~ 1986 przy swym artykule: J. M. Michałowski: Mieczysława Gębarowicza życie w służbie nauki i kultury, s. 18—23. W wykazie referatów (s. 22, póz. 9) wkradła się pomyłka drukarska: tytuł referatu T. Dobrzenieckiego brzmiał: Mieczysław Gębarowicz — historyk sztuki średniowiecznej natomiast tytuł referatu J. Kowalczyka (którego nazwisko opuszczono w ogóle!) — Mieczysława Gębarowicz — historyk sztuki nowożytnej.
26 R. Gródecki: Sprawa św. Stanisława. Posłowiem i przyp. opatrzył J. Wyrozumski. Kraków 1979, s. 9—10.
27 R. Gródecki: op. cit., s. 52.
28 Por.: M. Plezia: Problem św. Stanisława, „Homo Dei" R. 19, 1950 z. 4—5, s. 513. Tu mogę tylko zasygnalizować kwestię, daleką chyba jeszcze od ostatecznego rozwiązania (jeśli w ogóle takowe jest w tym przypadku możliwe), mimo znacznego rozszerzenia zakresu badań i zaangażowania w nie przedstawicieli różnych dyscyplin naukowych. W 50 tomie „Rocznika Krakowskiego" (1980 r.) ukazały się na ten temat dwie rozprawy: B. Przybyszewski: Upadek Bolesława Śmiałego (s. 19—38) i J. Kuś: Jeszcze wokół tragedii z r. 1079 (s. 39—56).
29 M. Gębarowicz, Rec.: Psałterz Floriański, łacińsko-polsko-niemiecki. Rękopis Biblioteki Narodowej w Warszawie. Wyd. R. Ganszyniec, W. Taszycki, S. Kubicz. Lwów 1939, „Dawna Sztuka" R. 2, 1939, s. 71—83, ii. i odb. pt. Psałterz Floriański. Kilka uwag z powodu nowego wydania zabytku, M. Gębarowicz: Z badań nad Psałterzem Floriańskim. „Sprawozdania Towarzystwa Naukowego we Lwowie" R. 19, 1939, s. 15—17. Rec.: ks. A. Klawek, „Słowo Narodowe" R. 3, 1939 nr 46.
30 Ludwik Bernacki (1882—1939) — historyk literatury i teatru, edytor, bibliotekarz, bibliograf, bibliofil. Od 1906 r. związany z Biblioteką Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, zastępca dyrektora od 5 III 1917, a — po śmierci Wojciecha Kętrzyńskiego — dyrektor od l VII 1918 r. (por. Słownik pracowników książki polskiej. Warszawa—Łódź 1972, s. 58—59).
31 O losach wojennych Ossolineum informuje F. Pajączkowski: Zakład Narodowy im. Ossolińskich w ostatnim dwudziestoleciu (1928—1948). „Rocznik Zakładu Narodowego im. Ossolińskich" T. 3, 1948, a także J. Trzynadlowski: Zakład Narodowy im. Ossolińskich^ 1817—1967. Zarys dziejów. Wrocław 1967.
32 Kazimierz Tyszkowski (1894—1940) — historyk, bibliotekarz i bibliograf. W Ossolineum wiatach 1913—1914 jako stypendysta, od 1922 r. kierownik Oddz. Rękopisów, 1924 r.—kustosz, w 1939 r. — wicedyrektor (por. Słownik pracowników książki ..., s. 921—922).
33 W referowaniu wydarzeń po roku 1939 opieram się na relacjach Profesora M. Gębarowicza™ o Skarbie w zbiorach Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie por. szczegółowe opracowanie: K. Hadaczek: Złote Skarby Michałkowskie. Kraków 1904. Autor, wybitny polski archeolog, określa znalezisko z Michałkowa jako najstarszy pradziejowy złoty zabytek wschodnio-środkowej Europy, pochodzący z epoki m. VIII a VI w. przed narodzeniem Chrystusa (s. 10).
34 O sesji informuje F. Pajączkowski: op. cit., s. 35.
35 Franciszek Pajączkowski (1905—1970) — historyk teatru, bibliotekarz. W 1927 r. został stypendystą Zakładu Narodowego, w 1928 r. — bibliotekarzem, w 1929 r. — kierownikiem Czytelni Naukowej. W kwietniu 1940 r. został kierownikiem Gabinetu Bibliotekoznawstwa w Lwowskiej Filii Biblioteki AŃ USRR, w okresie okupacji niemieckiej ratował przeznaczone do spalenia księgozbiory polskie. Po zajęciu Lwowa przez wojska radzieckie w lipcu 1944 r. i ponownym włączeniu Biblioteki Ossolineum do Biblioteki AŃ USRR objął kierownictwo Działu Opracowania. Uczestniczył w dokonaniu wyboru druków i rękopisów, które miały być przekazane Polsce. W czerwcu 1946 r. wyjechał ze Lwowa do Wrocławia, brał udział w akcji podjętej w celu umieszczenia w tym mieście zbiorów Ossolineum, odbierał w Przemyślu transporty książek i rękopisów ze Lwowa (lipiec 1946 i marzec 1947 r.), l X 1946 r. został kustoszem Biblioteki, W 1951 r. — dyrektorem (por. Słownik pracowników książki..., s. 655; Polski Słownik Biografia T. 25, 1980, s. 20—22).
36 F. Pajączkowski: op. cit., s. 38—39; relację tę przytacza też J. Trzynadlowski: op. cit., s. 124.
37 Władysław Tadeusz Wisłocki (1887—zm. po 11 VII 1941 r. prawdopodobnie we Lwowie) _- publicysta, bibliotekarz, bibliograf, bibliofil. Od 1907 r. związany z Biblioteką Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, w 1920 r. został kustoszem Biblioteki, por. Słownik pracowników książki..., s. 96(>-967.
38 Informacje o tej akcji zawdzięczam jednemu z jej uczestników, historykowi sztuki i artyście plastykowi śp. Marianowi Wójciakowi (1912—1967), w latach wojny pracującemu w Ossolineum. Por. wspomnienie pośmiertne pióra B. Steinborn: „Biuletyn Historii Sztuki", R. 30, 1968 nr l.
39 Szczegóły dot. odnalezienia w Adelinie na Dolnym Śląsku (miejscowości przemianowanej następnie na Zagrodno) skrzyń ze zbiorami zawiera praca: W. Jankowemy, J. Okopień: Zawsze pod kopułą. 150 lat Ossolineum. Warszawa 1970, s. 162—164.
40 Por.: T. Mańkowski: Dzieje zbiorów graficznych Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Rocznik Zakładu Narodowego im. Ossolińskich" T. 5, 1957, s. 85—116; M. Radojewski: Biblioteka Zakładu Narodowego im. Ossolińskich Polskiej Akademii Nauk we Wrocławiu. Zbiory Graficzne. W: Polskie kolekcjonerstwo grafiki i rysunku, pod red. M. Mrozińskiej i S. Sawickiej. Warszawa 1980, s. 196—200, 203.
41 M. Gębarowicz: Autobiografia..., s. 417.
42 Szczegóły w opracowaniach i relacjach dot. historii lwowskiej AK, por. np. artykuł P. Lisiewicza pt. Jeszcze o Armii Krajowej we Lwowie. „Życie Literackie" R. 33, 1983 nr 24, s. 13.
43 „Repatriacja" oznacza dosłownie powrót do ojczyzny, termin „repatriacja" używany w odniesieniu do stałych mieszkańców Lwowa jest oczywiście absurdem. Repatriantami byli ludzie wracający do Polski, ludzie wywiezieni np. do Niemiec, zesłańcy czy więźniowie z ZSRR, w odniesieniu do mieszkańców np. Lwowa należałoby mówić raczej o „expatriacji". Nie jedyny to przykład perfidnego nadawania określeniom innego niż ich treść znaczenia, co jest istotą „nowomowy"...
44 M. Gębarowicz: Autobiografia..., s. 418.
45 Ibidem.
46 M. Gębarowicz: Witruwiusz 10 Polsce w w. XV. „Prace Komisji Historii Sztuki" T. 8, 1939—1946, s. 248—250 (wcześniej ukazała się wersja francuska: „Bulletin International de l'Academie Polonaise des Sciences et des Lettres" — Classe de Philologie..., 1938 nr 4—6, s.80—84.
47M. Gębarowicz: Katalog rękopisów Biblioteki im. Gwalberta Pawłikowskiego. Wyd. 2. Wrocław 1949, „Inwentarz rękopisów Biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu", T. 2.
48M. Gębarowicz: K woprosu o znaczenii tripolskich żeńskich statuetek. „Sowietskaja Archeołogija" R. 25, 1956, s. 106—123, nadb.
50M. Gębarowicz: Ilarion Semenowycz Swjencickyj i mystectwoznawstwo. „Pytannja Slowjanśkoho Mowoznawstwa" T. 5, 1958, s. 25—32.
51M. Gębarowicz, I. W. Hurhula, M. K. Iwasiuta: Z istoriji Ukrajinśkoho Derzawnoho Muzeju Etnografiji ta Chudoznoho Promyslu AŃ URSR. „Materiały z Etnohrafiji ta Mystectwoz-nawstwa" R. 4, 1959, s. 3—12, ii., nadb.
52M. Gębarowicz: [Rozdziały poświęcone historii rzeźby na Ukrainie]. W: Oczerki iskusstwa narodow SSSR. Płan-prospiekt, t. 1—8. Moskwa 1960, s. 101—104,195—200. Por. też późniejszą Pracę z tego zakresu: M. Gębarowicz: Skulptura ta rizblennja. W: Istorija ukrajińśkoho mystectwa w szesti tomach. T. 3 — Mystectwo drugoj połowyny XVII—XVIII stolittja. Kyjiw 1968, s. 126—151 il 103—123.
53 M. Gębarowicz: Oczyma Starego ossolińczyka. W: Zakład imienia Ossolińskich 1817—1956. w dziesięciolecie działalności we Wrocławiu. Wrocław 1956, s. 145—149, streszcz. w jęz. franc. i ros. s. 178-181, 217—220.
54 M. Gębarowicz: Z dziejów przemysłu budowlanego XVI—XIX w. W: Księga ku czci Władysława Podlachy. Wrocław 1957, Wrocławskie Tow. Naukowe, „Rozprawy Komisji Historii Sztuki" T. l, s. 143—157, tabl. na s. 249—258, odb. Rec.: A. Wyrobisz, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej" R. 6, 1958 nr 4, s. 736—737; M. Gębarowicz: Nowo odnaleziony zabytek iluminatorstwa epoki zygmuntowskiej. Wrocław 1960, Wrocławskie Tow. Naukowe, „Prace Komisji Historii Sztuki" T. 2, s. 5—78, tabl. na s. 203—216, nadb.; M. Gębarowicz, M. Morelowski: Uwagi o sklepieniach piastowskich w Polsce. „Sprawozdania Wrocławskiego Tow Naukowego" — Seria A, T. 16, 1961 (1963), s. 85—86.
55 M. Gębarowicz: Psałterz Floriański i jego geneza. Wrocław 1965. Rec.: T. Chrzanowski Piękna sztuka pisania o sztuce. Tyg. Powsz. R. 21,1967 nr 26, s. 6; T. A. Eckman, „Books Abroad" 1967 nr 3, s. 357; Z. Kozłowska-Budkowa, „Małopolskie Studia Historyczne" R. 11,1966 z. l—2 s. 114—119; J. Krzyżaniakowa, „Studia Źródłoznawcze" T. 12, 1967, s. 191—194; L. Matusik, „Sobótka" R. 22, 1967 nr l—2, s. 208—214; J. B. Neveux, „Bibliototheque d'Humanisme et Renaissance" T. 28, 1966, s. 490—491; M. Zlat, „Biuletyn Historii Sztuki" R. 29, 1967 nr l, s. 80—85. — Polemiką z poglądami Z. Kozłowskiej-Budkowej jest replika M. Gębarowicza pt. Jeszcze o Psałterzu Floriańskim. Studia Hist. R. 10, 1967 z. l—2, s. 171—181, nadb.
56 M. Gębarowicz: Studia nad dziejami kultury artystycznej późnego Renesansu w Polsce. Toruń 1962, Tow. Naukowe w Toruniu, Prace Wydz. Filolog.-Filozof. T. 13 z. 2. Rec.: T. Chrzanowski, op. cit.; J. Kowalczyk, Znakomita rozprawa o rzeźbie kręgu lwowskiego na przełomie XVI i XVII stulecia. „Biuletyn Historii Sztuki" R. 26, 1964 nr l, s. 53—59, U.; J. Lepiarczyk, J. Ross, Studia renesansowe Gębarowicza. „Życie Literackie" R. 14, 1964 nr l, s. 4. —M. Gębarowicz: Szkice z historii sztuki XV'IIw. Toruń 1966, Tow. Naukowe w Toruniu, Prace Wydz. Filolog.-Filozof. T. 16 z. 3. Rec.: T. Chrzanowski, op. cit.; ]. Kowalczyk, O sztuce kręgu lwowskiego opus secundum. „Biuletyn Historii Sztuki" R. 32, 1970 nr 3—4, s. 341—348; A. Osęka, „Nowe Książki" R. 18,1966 nr 15, s. 945—946. — M. Gębarowicz: Portret X V I—X V III wieku m Lwowie. Wrocław 1969. Rec.: Abe [A. Biernacki], Swego nie znamy. „Twórczość" R. 26, 1970 nr 11, s. 159—160; I. Turnau, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej" R. 19, 1971 nr 2, s. 310—311. — M. Gębarowicz: Materiały źródłowe do dziejów kultury i sztuki XVI—XVIII w. Wrocław 1973, Instytut Sztuki PAN, „Źródła do dziejów sztuki polskiej" T. 3. Rec.: E. Kowecka, Kwart. Hist. R. 82, 1975 nr 2, s. 438—440. — M. Gębarowicz: Początki malarstwa historycznego w Polsce. Wrocław 1981, Instytut Sztuki PAN, „Studia z historii sztuki" T. 34. Rec.: T. Chrzanowski, Nowe prace Mieczysława Gębarowicza. „Znak" R. 35, 1983 nr 4, s. 698—703; J. Tazbir, „Przegląd Historyczny" T. 73, 1982, z. l—2, s. 127—129.
57 W. A. Owsijczuk: Lwiwśkyj portret XVI—XVIII st. Kataloh wystawky, Lutyj—berezeń 1965 r. Kyjiw 1967, Ministerstwo Kultury URSR, Lwiwśka Kartynna Halereja.
58 M. Gębarowicz: Portret XVI—XVIII wieku we Lwowie. Wrocław 1969, por. też idem: Portret XVI—XVII w. na tle przemian społeczno-kulturalnych. Źródła — geneza — rozwój. Sprawozd. z Posiedzeń Komisji Nauk. Oddz. PAN w Krakowie T. 11/12, 1967 (1968), s. 733—735, nadb.
59 M. Gębarowicz; Śp. Maria Chmielowska [wspomnienie pośmiertne], Tyg. Powsz. R. 36 1982 nr 48, s. 7.
60 Obie wystawy pod wspólnym tytułem „W walce o formę" odbyły się w lokalu wystawowym Oddz. Warszawskiego Stów. Historyków Sztuki przy ul. Piwnej na Starym Mieście w Warszawie w grudniu 1979 i w marcu 1983 r. Por. rec.: Ł. Heyman, „Kultura" R. 18,1980nr33il s. 11; I. Huml, „Projekt" R. 28, 1984 nr 4, s. 54—57, il.
61 M. Gębarowicz: Przedmowa. W: K. Gadacz: Słownik polskich kapucynów. T. l, A—L Słowo wstępne K. Wojtyła. Wrocław 1985, s. 9—11. — M. Gębarowicz: Próchnicki (Pruchnicki) Jan Andrzej. W: Polski Słownik Biograficzny T. 28, 1985; wcześniej — w 1980 r. — ukazała się książka M. Gębarowicza: Jan Andrzej Próchnicki (1553—1633). Mecenas i bibliofil. Szkic z dziejów kultury w epoce kontrreformacji. Kraków 1980. Rec.: A. Biernacki, „Bywszy w Rusi — do domu musi". „Twórczość" R. 38, 1982 nr 2, s. 132—134; T. Chrzanowski, Nowe prace Mieczysława Gębarowicza. „Znak" R. 35, 1983 nr 4, s. 704—705; M. Cubrzyńska-Leonarczyk, „Roczniki Biblioteczne" R. 26, 1982 z. l—2, s. 369—375; A. F. Dziuba, „Studia Theologica Varsoviensia" R 21, 1983 nr 2' s- 283—286; M. Kosman, Kwart. Hist. R. 89, 1982 nr 2—3, s. 492—493; S, [S.] Nicieja, Metropolita bibliofil. „Opole" R. 13, 1982 nr 8, s. 20—21 [z fot. M. Gębarowicza]; J. Tazbir, „Odrodzenie i Reformacja w Polsce" T. 27, 1982, s. 244—245. — M. Gębarowicz: Mater Misericordiae, Pokrow, Pokrowa w sztuce i legendzie środkowowschodniej Europy. Wrocław 1086 PAN, Instytut Sztuki, „Studia z historii sztuki" T. 38 (w cyt. w przypisie gwiazdkowym artykule w „Muzealnictwie" na s. 15 i 22 — póz. 92 Bibliografii — błędnie podany został tytuł tej książki). — M- Gębarowicz: Prolegomena do dziejów lwowskiej rzeźby rokokowej. „Artium Questiones" T. 3. 1986, s. 5—46, il.
62 Por. T. Ulewicz: „Semper fidelis czyli łabędzi śpiew Bronisława [sic!] Gębarowicza”. Dziennik Polski" 1991 nr 59 z 11 III.

Copyright (c) 1991 Instytut Lwowski
Warszawa
Wszystkie prawa zastrzeżone.

Materiały opublikowano za zgodą Redakcji.


Powrót

Licznik